Po Walentynkach już ani widu, ani słychu, a mi nadal po głowie krąży ta publikacja. Wiele osób przez swoją pracę podupada na zdrowiu psychicznym przez niską samoocenę czy przepracowanie. Długo zastanawialiśmy się z Martą za jaką toplistę wziąć się tym razem. Uznaliśmy, że pogoda ładna, czasu nie ma specjalnie dużo, myśleć się nie chce i warto by opisać filmy bezdennie głupie, ale w swoim gatunku charyzmatyczne, przebojowe i efektowne. Wpadliśmy więc na pomysł TOP 10, która opisze serie, w naszym mniemaniu bliźniaczo podobne do Szybkich i Wściekłych. Ma być bez sensu, ale za to z rozmachem. Ważnym czynnikiem jest też definiowanie swojego gatunku na nowo, przekraczanie ogólnie przyjętych granic. Aby ułatwić sobie nieco zadanie przy wyborze perfekcyjnej dziesiątki przyjęliśmy jeszcze jeden aspekt: muszą istnieć minimum trzy filmy z danej serii. Mam nadzieję, że udało nam się w tej topce zebrać największe perełki, które z pewnością pozwolą Wam fajnie i beztrosko spędzić kilka wieczorów. Kolejność nie odzwierciedla tego co o danych produkcjach myślimy i jest przypadkowa. Natomiast tak jak zawsze ja zabrałem się za stworzenie miejsc parzystych, a Marta nieparzystych. Zajrzyjcie koniecznie na jej Twittera – jest specjalistką od filmów, a już najbardziej tych z gatunku „grozy”. Wciągnijcie ją kiedyś do rozmowy, a nie pożałujecie. Mnie również znajdziecie na Twitterze, na moim blogowym fanpage’u oraz na Instagramie. Zapraszamy do kontaktu i zostawiania komentarzy! 10. Pitch Perfect Gdy chodzi o pomysł na serię głupią, bezsensowną i okropną nawet na papierze, to nic nie przychodzi mi do głowy szybciej niż Pitch Perfect. Jeśli z jakiegoś powodu Waszym pierwszym skojarzeniem jest twarz Vin Diesela czy sama postać Riddicka – to nigdy nie byliście w większym błędzie. Pitch Perfect opowiada o żeńskim zespole śpiewającym acapella czyli bez muzyki. Chociaż może nie do końca, gdyż chodzi o brak muzyki instrumentalnej, a same członkinie coś tam sobie buczą czy beatboxują. Wspomniane dziewczyny (z główną rolą Anny Kendrick) występują w rozmaitych konkursach – i mniej więcej na tego typu rywalizacji opiera się każdy z filmów. No więc na tym kończy się fabuła, a jakieś niesnaski, miłostki i inne tego typu atrakcje mało kogo w tej serii obchodzą i w sumie nie mają żadnego znaczenia. Wykonywane utwory to najczęściej covery znanych i lubianych szlagierów, które na bank znacie z radia. Jeśli oglądaliście kiedyś serialowe Glee i brakuje Wam muzycznych produkcji o niczym – Pitch Perfect to trzy durne (ale niezłe!) filmidła z niesamowitą ścieżką dźwiękową. Mam przeczucie, że seria na trójce się nie skończy, więc jak najszybciej zacznijcie nadrabiać zanim kolejna część wyląduje w kinach! 9. American Pie American Pie? Klasyka młodzieżowej komedii czy tego chcemy czy nie. Powstało już pewnie jakieś milion kolejnych części, ale tutaj pragnę wyróżnić jedynie główne, jeszcze ze “starą” ekipą. Ja wiem, że to jest złe, tandetne, a pewnie niejeden psycholog powiedziałby też, że szkodliwe. Żarty są tanie, seks wyjątkowo przerysowany, a bohaterowie niesamowicie durnowaci. Przy tym wszystkim, cała seria to jednak fajne i szczere kumpelskie kino o grupce popieprzonych znajomych oraz ich zmaganiach u progu dorosłości. Z dziewczynami, kumplami i tym dziwnym mitycznym seksem. Rozczula zwłaszcza plejada postaci: jeden w ogóle nie radzi sobie w sprawach damsko-męskich, drugi dziewczyny zmienia jak rękawiczki, a jeszcze inny marzy o seksownej matce swojego kumpla, prawdziwej kobiecie idealnej. Śmiem twierdzić, że zwariowana amerykańska seria, wzbogaciła edukację seksualną kolejnego pokolenia dorastających widzów, bardziej niż niejedna jej lekcja w szkole. Dziś kiedy tego typu historie dostajemy na każdym kroku i w każdej formie, historia młodego chłopaka i jego szarlotki raczej nie miałaby racji bytu. Magia sentymentu wciąż jednak działa, więc powtórkowe seanse pierwszych części to nie tylko dużo niewybrednej rozrywki, ale i wspomnienia czasów, kiedy wszystko było nowe, a świat stał przed nami otworem, zapraszając do poznania jego najbardziej pikantnych tajemnic 🙂 8. Droga bez powrotu Początkowo “Droga bez powrotu” nawet straszyła, a przede wszystkim miała ambicje na zostanie dobrym, długo zapamiętanym slasherem o kanibalach i grupie niezbyt okrzesanych turystów. Jeśli o o mnie chodzi to kupiłem w ciemno całą formułę: gęsty las, zepsute samochody, opuszczone chatki i trójkę zmutowanych wieśniaków, która gania z łukiem czy siekierką głównych, obowiązkowo niezbyt mądrych bohaterów. Dwie późniejsze wariacje (więźniowie z zepsutego autobusu oraz.. survivalowe reality show) trzymały poziom, aczkolwiek dawały bardzo wyraźny sygnał, że coś tu zaczyna być nie tak i należy uważać. Dziś “Droga bez powrotu” to 6 coraz głupszych części, które z butelką piwa i dużą paczką chipsów ogląda się jak w hipnozie (ale nie jak w Hipnozie od TVNu, nienienie). W momencie, gdy dystrybucja tych niezwykłych horrorów wyskoczyła z kina i została skierowana wyłącznie na rynki DVD, a dodatkowo kolejne filmy zostały niejako obiecane rokrocznie na każde kolejne Halloween – osobiście byłem wniebowzięty. Pamiętam jak siadaliśmy z młodszym bratem przed TV, wrzucaliśmy krążek do wiekowego już odtwarzacza i przez dokładnie półtorej godziny delektowaliśmy się coraz to durniejszym festiwalem zboczeń i coraz śmielej przegiętych morderstw. I było fajnie, bo rozrywkę otrzymywaliśmy w stałym przedziale czasowym i na najniższym poziomie (w slasherach to czasami ważne!). Niestety od 2014 roku w temacie kanibali zapanowała wyjątkowa cisza, a kolejnych części ani widu ani słychu. Aczkolwiek miejsce na tej liście Droga bez powrotu zajmuje iście zaszczytne – seria co prawda nie jest tak kultowa jak wszystkie Jasony, albo inne Koszmary z Ulicy Wiązów, ale warta sprawdzenia – koniecznie przy piwku, a jeszcze lepiej w grupie. Dla mnie (i wiem, że dla Marty też) absolutne mistrzostwo taniości i tandety. 7. Naga broń Klasyka amerykańskiej komedii, spod ręki niepowtarzalnego Davida Zuckera. Mimo że dowcip w wykonaniu Franka Drebina, według dzisiejszych prawideł – nazwalibyśmy wyjątkowo suchym – nie sposób nie śmiać się podczas seansu każdej kolejnej części. Nie psuje tego nawet fakt, iż w jednej z bardziej poczciwych ról pojawia się sam Simpson. Dokładnie ten Simpson! Motorem napędowym serii są jednak nie tyle suche żarty, co bezczelne i bezkompromisowe wyśmiewanie dóbr popkultury czy ówczesnego kina. Dostaje się każdemu i to jak najmocniej się da. Dla twórców nie ma żadnych świętości, więc z każdej strony obrywają najbardziej lubiane i popularne hity. Wyłapywanie co lepszych smaczków i nawiązań, może więc sprawiać nie lada frajdę miłośnikom amerykańskiego kina. Można się co prawda czepiać, zarzucać serii wyjątkowo durne poczucie humoru, seksistowskie żarty i rozpoczęcie mody na głupawe komedie, ale jedno trzeba twórcom przyznać: niewielu naśladowców potrafiło w kolejnych latach w sposób równie błyskotliwy co zgryźliwy nabijać się z kina i naszych przyzwyczajeń. (Jeśli mało Wam idiotycznego humoru to Naga Broń była również serialem o nazwie Police Squad dop. Piotrek) 6. XXX Wiem o czym pomyśleliście, ale niestety nie opisuje w tym miejscu losowego filmu pocieranego czy innej produkcji oralnego niepokoju. XXX to klasyka dobrej bitki z niezastąpionym i nabuzowanym niczym ruski traktor Vin Diesel’em. Całość kręci się wokół szybkich samochodów, szybkich kobiet i jeszcze szybszych sportów ekstremalnych. W kilku słowach wszystko wybucha, ludzie skaczą ze spadochronu, aby tłuc się w powietrzu z innymi ludźmi, a główny bohater promuje tylko dobre amerykańskie wartości. Jeśli seria o Bondzie jest dla Was zbyt nudna, a Johny English z Jasiem Fasolą zbyt głupi – sprawdźcie co robią nasterydowani agenci specjalni w serii dla prawdziwych mężczyzn. Trzy filmy, z czego najnowszy (i najlepszy) z 2017 roku. Ja chociaż początkowo sceptyczny – dziś mam ochotę na więcej, lepiej i mocniej! Obyśmy się doczekali kolejnych przygód niestrudzonego zabijaki! 5. Noc oczyszczenia Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, co bardziej zasługuje na miejsce na tej liście? Piła, czy może Noc Oczyszczenia? Obydwa tytuły bazują na wyjątkowo krwawych i wymyślnych scenach tortur i morderstw, jako pretekst wykorzystując całkiem ciekawy pomysł fabularny. W Pile jest to wątek ponoszenia odpowiedzialności za to jaki mamy wpływ na swoje życie i życie postronnych osób, w Nocy… trochę niewygodna prawda o tym, że w sumie to nie wiemy do czego bylibyśmy zdolni, gdyby nie ograniczało nas prawo. Ostatecznie postawiłam na ten drugi tytuł, nie tylko ze względu na pomysłowy motyw przewodni, ale i ogólne wykonanie. Noc oczyszczenia to nie tylko szpila wbita w nasze poczucie bezpieczeństwa, ale i bajeczna, nieco cyrkowa forma. Mroczne, groteskowe maski, które przywdziewają obywatele wyruszający na łowy, podrasowane samochody i ogólny klimat makabrycznego przedstawienia, to mocne strony każdej kolejnej części. Pierwsza z nich była dość skromnym dramatem rodzinnym, w którym estetyka filmów home invasion, dopiero zaczynała zmierzać w mocno przerysowane tony, które stały się udziałem kolejnych części. Dziś dostajemy już prawdziwą jazdę bez trzymanki, bo obywatele Stanów Zjednoczonych wręcz prześcigają się w wymyślaniu co bardziej kuriozalnego sposobu zgładzenia najbardziej wkurwiających ludzi w swoim otoczeniu. Skoro prawo na to pozwala, to dlaczego by nie skorzystać ;)? 4. HAROLD I KUMAR TRYLOGIA Harold i Kumar to seria odrobinę zapomniana, a przez wielu z Was całkowicie pominięta. Bo przyznajcie szczerze: ilu z Was drodzy czytelnicy słyszy o niej pierwszy raz? A tymczasem mamy tu do czynienia z całkiem niezłą trylogią, która generalnie opiera się głównie na jaraniu blantów. Już pierwsza część czyli „O dwóch takich, co poszli w miasto” nie jest zbyt inteligentna – dwóch nastukanych pod korek koleżków widzi w telewizji reklamę White Castle – hamburgerowni z uroczymi malutkimi burgerami. Postanawiają za wszelką cenę tam dotrzeć i ugasić swoją rosnącą gastrofazę, a podczas wędrówki czeka ich oczywiście całe morze niedorzecznych przygód. Kawały o gejach, fiutach, dupach, zielsku i rasizm? Zapraszamy na seans! Najjaśniejszą częścią całej filmowej serii jest Neil Patrick Harris (który wtedy jeszcze był na topie dzięki roli Barneya z Jak Poznałem Waszą Matkę). Neil gra trochę samego siebie, a trochę wspomnianego Barneya w nieludzko podrasowanej wersji czyli ćpuna, zboczeńca i ostrego ruchacza. Cała seria liczy trzy filmy, oprócz wspomnianego „wyjścia w miasto” są jeszcze „Harold i Kumar uciekają z Guantanamo” oraz „Harold i Kumar 3D: Spalone święta”. I chociaż ostatni film nie jest moim ulubionym, bo gwiazdkowe produkcje zwykle mnie odrzucają – gdzie indziej zobaczycie Świętego Mikołaja nafaszerowanego śrutem ze strzelby? Oj, scenarzyści byli chyba bardzo niegrzeczni w tamtym roku. Seria idealna do pośmiania się w małej grupce, albo spokojnego wieczoru z blantem czy obowiązkowo schłodzonym piwkiem. Jestem pewien, że większości z Was się spodoba. Tylko nie na trzeźwo! Nie wolno! 3. Oszukać przeznaczenie Jedna z najbardziej pomysłowych filmowych serii EVER. Mimo że każda kolejna część była już odrobinę słabsza, to jednak wszystkie oglądało się ze sporą przyjemnością. Gratką dla wiernych miłośników serii były różne smaczki i nawiązania do poszczególnych odsłon, pojawiające się tonami w każdym kolejnym filmie. Przykładowo finałowy twist w piątej odsłonie, z pewnością zaskoczyłby niejednego widza nawet i dziś, a jak wiemy lęk przed śmiercią i jej nieuchronność nie znają granic. Twórcom przez długi czas udawało się bezbłędnie utrzymać zainteresowanie widza pomysłowymi zwrotami akcji i tajemniczą atmosferą. Dorastający miłośnicy horrorów mogli również utożsamiać się z nastoletnimi bohaterami i kibicować w walce z tak trudnym przeciwnikiem jakim jest dla każdego z nas przeznaczenie. Co tu dużo mówić, magia sentymentu i wspomnień trwa do dziś, a wracanie po latach do poszczególnych produkcji z tej serii to nadal przepyszna zabawa. I jeśli chwilę się nad tym zastanowić – drugiej takiej horrorowej epopei nie ma i pewnie już nigdy nie będzie. 2. Step-UP Rozmawiając z Martą o niniejszej TOP Liście kierowaliśmy się wspomnianym już wcześniej kryterium: seria o której piszemy to Szybcy i Wściekli swojego gatunku, absolutny fenomen i nowa jakość. Tak więc nie mogło zabraknąć tu najsłynniejszej serii tanecznej, która w moim odczuciu zrewolucjonizowała i przeniosła na nowy poziom produkcje muzyczne. Seria Step-Up to prosta, ale efektowna fabuła, w której przeplatają się: taniec, miłość, taniec, zdrada, taniec i jakiś wielki konkurs tańca. To także wypalająca oczy choreografia (chociaż moim zdaniem dopiero od Step UP 3D) i niezwykłe pokazy giętkości pięknych i młodych tancerzy. W serii tej dominuje hip-hop i street dance, ale nie zabrakło też baletu, tańca towarzyskiego czy gorących latynoskich rytmów. Rozrywka totalnie odmóżdżająca, wspaniała graficznie i zniewalająca ruchowo. Nie liczcie więc na cytowanie szekspira, ale na mnóstwo kolorowego tańca – niekiedy przeczącego wszystkim prawom fizyki. Seria Step-Up liczy obecnie pięć części, niestety od 2014 roku nie pojawiły się plany, ani zapowiedzi kolejnych. Ja jednak mam nadzieję, że moje ulubione produkcje taneczne nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Bo liczne podróby jak Honey czy Street Dance są niestety całe lata świetlne za tymi niezwykle głupimi, ale efektownymi produkcjami. 1. Szybcy i wściekli Pierwszy tytuł jaki przychodzi mi do głowy na myśl o głupawych seriach, przy których człowiek śmieje się jak prosię to właśnie Fast and Furious. Seksowne laski, twardzi faceci, zajebiste fury i ekstra plenery. A do tego bezkresne morze suchych one-linerów i absurdalnych sytuacji. Czego chcieć więcej! Cała seria o szybkich i wściekłych to prawdziwe uosobienie rozrywki, o której wstydzimy się powiedzieć, że nas rajcuje. Wobec każdej kolejnej pojawiającej się części, nie mam najmniejszych oczekiwań, dlatego zawsze bawię się świetnie. Kto myśli o prawach fizyki, gdy w bajecznych plenerach ścigają się najpiękniejsze auta świata, kierowane przez największych twardzieli kina akcji lub ich równie bezkompromisowe towarzyszki? Bo wbrew pozorom, cała seria, to nie tylko parada falujących biustów i pośladków, ale i świetne kobiece postaci, które w niczym nie ustępują facetom. Gal Gadot była prawdziwą twardzielką już przed przywdzianiem kostiumu Wonder Woman! A Michelle Rodriguez? Która z nas nie chciałaby każdego problemu traktować z buta tak jak ona? Ale nie bawmy się w głębsze interpretacje i doszukiwanie się sensu. Szybcy i Wściekli to przede wszystkim wyśmienita, kolorowa, energetyczna, pulsująca wysokimi temperaturami rozrywka, przy której łatwo zapomnieć o bożym świecie. Kto by się przejmował jakimiś drobiazgami, gdy niektórych życie pełne jest problemów w stylu: jak bezpiecznie zaparkować samochodem, który właśnie wyskoczył z bajecznie eleganckiego wieżowca. Według niego, nie ma metafizyki ani moralnej teorii, która mogłaby uzasadnić tworzenie nowych ludzi i co za tym idzie antropodycea jest tak samo nie do obronienia jak teodycea. pl.wikipedia.org W końcu film był prawie gotowy, a satysfakcjonującego zgiełku do ważnej sceny ani widu ani słychu. fot. Adobe Stock, JackF Czasem zastanawiam się, co jest ze mną nie tak. Zawsze, kiedy spotykam mężczyznę, na którym warto zawiesić oko, po pewnym czasie okazuje się, że jest wstrętnym skąpcem. Egoistycznym samcem, który myśli wyłącznie o zaoszczędzeniu kilku groszy. Ręce opadają! Na pierwsze skąpiradło trafiłam jeszcze podczas studiów. Wydawał się miły, często do mnie dzwonił i zapraszał na kawę, więc po kilku takich propozycjach w końcu zgodziłam się na spotkanie. To była późna jesień, koniec listopada, pogoda nie zachęcała do romantycznych przechadzek. Jego to jednak nie zraziło i tamten zimny, wietrzny wieczór spędziliśmy, spacerując przez ponad czterdzieści minut. Nie byłam przygotowana na taki scenariusz, nie miałam na sobie futra ani jesionki. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że w tak niesprzyjających warunkach pogodowych można zaproponować spacer! Zacisnęłam jednak zęby i szłam obok niego, starając się nie myśleć o zimnie. Ale kiedy zaczął padać deszcz ze śniegiem, nie wytrzymałam: – Może pójdziemy gdzieś, gdzie jest sucho i ciepło – zaproponowałam słodkim tonem, żeby nie wyczuł mojej irytacji. W głosie mojego towarzysza wyczułam przerażenie. Mimo to zaczęliśmy szukać jakiejś knajpki. Przez kolejne pół godziny chodziliśmy po rynku, porównując ceny napojów i szukając najtańszego lokalu. Randkowicz upierał się, że zna miejsce, w którym piwo jest o 50 groszy tańsze… Kiedy w końcu usiedliśmy, stwierdził, że jednak nie chce mu się pić, ale jeśli ja mam ochotę, to mogę iść do baru i coś sobie zamówić. Czułam się jak kompletna idiotka, choć przecież to on zachował się głupio. Jeden gorszy od drugiego Na koniec zaproponował, że jeśli zwrócę mu za benzynę, to może odwieźć mnie do domu. Podziękowałam za taką propozycję i czmychnęłam czym prędzej do siebie. Oczywiście, więcej już się nie spotkaliśmy. Kolejny skąpiec, który pojawił się w moim życiu, trwał przy moim boku, niestety, nieco dłużej niż tylko jedno spotkanie. Tak naprawdę uświadomiłam sobie, jakim jest człowiekiem, dopiero po rozstaniu. Wcześniej byłam chyba zaślepiona czarem, który wokół siebie roztaczał. Zauroczył mnie, a w takich sytuacjach sprawy materialne przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Byliśmy ze sobą już przez jakiś czas, kiedy w przypływie szczerości opowiedział mi, jak to na początku znajomości odprowadzał mnie na autobus nocny, sam natomiast parkował samochód kilka ulic dalej, aby nie odwozić mnie do domu i w ten sposób oszczędzać na benzynie. Nie mogłam w to uwierzyć... Jednak dzięki temu wyznaniu nie zdziwiła mnie późniejsza sytuacja. Kiedyś poprosiłam, by pojechał ze mną samochodem do sklepu, ponieważ miałam zamiar zrobić większe zakupy. Po powrocie okazało się, że muszę zwrócić mu za benzynę, bo on tak naprawdę nic kupować nie potrzebował… A przecież to były zakupy spożywcze dla nas obojga, on się do nich nawet nie dokładał! Takich sytuacji było zresztą mnóstwo. Zwyczajnie mnie wykorzystywał! Zawsze lubiłam sprawiać mu niespodzianki, dawać drobne prezenty. Na specjalne okazje, takie jak urodziny czy imieniny, zawsze odkładałam pewną sumkę i kupowałam droższe rzeczy, np. markową wodę kolońską. Natomiast od niego przez cały czas trwania naszego związku dostałam tylko kwiatek w doniczce, który zabrał z domu swojej mamy. Ponoć zapamiętał, że kiedyś „tak strasznie się nim zachwycałam”. Naprawdę nie wiem, jakim cudem wytrzymałam z nim aż dwa lata i przez cały ten czas znosiłam to wszystko. Cóż, miłość… Aż w końcu powiedziałam: dość! To było w dniu, kiedy kupił pudełko herbaty, po czym zrobił skarbonkę i obwieścił mi, że kiedy skorzystam z JEGO herbaty, muszę za każdą zużytą torebkę wrzucić do JEGO skarbonki złotówkę. Wtedy moja wyrozumiałość się skończyła i wyrzuciłam pana z mojego życia. Podręcznikowy przykład skąpstwa prezentował też mój były mąż. Przed ślubem wydawał się zupełnie normalnym mężczyzną: troszczył się o mnie, zapewniał poczucie bezpieczeństwa. Jako mąż natomiast zmienił się nie do poznania. Stał się innym człowiekiem. Konta mieliśmy osobne, ponieważ on stwierdził, że dzięki temu nie będzie kłótni o pieniądze. Efekt był taki, że od pewnej chwili, kiedy w odwiedziny przyjeżdżała moja mama, a ja miałam ugotować obiad, mąż kazał mi kupować jedzenie za własne pieniądze, bo „nie będzie na nią łożył”! Pamiętam, jak kiedyś siedzieliśmy ze znajomymi w knajpie. Było bardzo fajnie, dlatego nie spieszyło nam się z powrotem do domu. Kiedy zamówiłam drugie piwo, już widziałam, że mąż był bardzo niezadowolony. (W domu stwierdził, że niepotrzebnie kupiłam alkohol w barze, bo w sklepie za rogiem jest dwa razy tańszy). Po jakimś czasie wszyscy zgłodnieli. Kiedy znajomi zastanawiali się, co przekąsić, on pochylił się do mnie i szepnął: – Kochanie, ty wcale nie jesteś głodna, prawda? No i przez resztę wieczoru burczało mi w brzuchu, nie pisnęłam jednak słówka. Pamiętam, jak któregoś razu musiałam iść do apteki po tabletki antykoncepcyjne. Akurat straciłam pracę, więc moja sytuacja finansowa była w owym czasie nieciekawa. Mąż świetnie o tym wiedział. Zapytałam, czy może mógłby się do nich dołożyć. W końcu zabezpieczenie przed ciążą to nasz wspólny obowiązek. Wielce się oburzył. – Z jakiej racji mam się dokładać do tabletek, skoro to nie ja je zażywam? – spytał bezczelnie. Uznał, że po coś wynaleziono naturalne metody, a gdy się nie zgodziłam, przestał uprawiać ze mną seks. W tedy jednak coś we mnie pękło. Wykrzyczałam mu, co myślę o nim i jego skąpstwie. Postawiłam ultimatum: – Albo się zmienisz, albo z nami koniec! Początkowo wyglądało na to, że wziął sobie moje słowa do serca, ponieważ zaproponował, żebyśmy wybrali się do sklepu i on, w ramach zadośćuczynienia kupi mi wymarzoną sukienkę. Bardzo się ucieszyłam, bo taki gest z jego strony był czymś niezwykłym. Wciąż mi na nim zależało. Miałam nadzieję, że będzie to pierwszy krok w dobrym kierunku. Tymczasem on wyciął mi taki numer, że do dziś, jak o tym myślę, pienię się ze złości… Gdy znaleźliśmy się w sklepie i staliśmy już w kolejce do kasy, mąż nagle oznajmił mi, że musi koniecznie skorzystać z toalety. – Za moment wrócę – zapewnił. Minuty mijały, a jego ani widu, ani słychu W końcu trzeba było zapłacić. Czerwona ze wstydu musiałam zrezygnować z zakupu. Kiedy tylko wyszłam ze sklepu, natychmiast pojawił się mąż. – Zrobiło mi się duszno, musiałem na chwilkę wyjść na dwór – tłumaczył się. Milczałam. To koniec. Nie chciałam mieć już więcej do czynienia z tym człowiekiem. Nie chodziło o głupi ciuch, ale o to, że to była jego ostatnia szansa, a on świadomie ją zmarnował! Nigdy się nie zmieni… Kazałam mu się wynosić jak najszybciej. – Tylko najpierw oddasz pieniądze, które ode mnie pożyczyłeś – wysyczałam. – Ani mi się śni – odburknął. – Nie chodziliśmy do łóżka tak często, jak chciałem. Zrobiło mi się czerwono przed oczami: – Nie pokazuj mi się więcej na oczy! Chyba się nie dziwicie, że straciłam zaufanie do mężczyzn. Oni wszyscy mają węża w kieszeni! Ja żadnemu utrzymania fundować nie zamierzam. I wisi mi, czy jeden z drugim weźmie mnie mnie za materialistkę. Swoje przeszłam i swoje wiem. Czytaj także:„Wynajęta pielęgniarka ostrzyła sobie zęby na majątek starszego sąsiada. Ale ja byłam czujna, wykiwałam wredną harpiꔄLata temu odbiłem kumplowi dziewczynę. Może i zniszczyłem mu życie, ale przynajmniej mam szczęśliwą rodzinꔄPrzyjaciółka rozpuściła syna jak dziadowski bicz. Mówi, że mój wyrośnie na nieudacznika, bo nie pozwalam mu na wszystko” 837 views, 19 likes, 2 loves, 3 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Wujaszek Fericze: Kto to zrobił? Winnego, ani widu, ani słychu!Buahahahah 樂 #AmelkaIakcjaMalaDemolka
STAR WARS: HOLIDAY SPECIAL Jest w internecie jeden taki typek, który nieustannie męczył mnie, bym z heroizmem godnym krzyżowca wyrzynającego niewiernych, opisał plugastwo, którego recenzje właśnie podziwiacie. I od razu powiem wam, że było źle. Po pierwszych dziesięciu minutach ser spleśniał mi w lodówce, później usłyszałem rytmiczne pukanie do drzwi, w których ujrzałem ogłuszonego przez dialogi z filmu listonosza. Tego, co działo się z moimi skarpetkami nie będę nawet opisywał, dzieci mogą to czytać. Wszystko zaczyna się w chwili, gdy gwiezdny awanturnik, Hans Klops Z Solą oraz jego włochaty przydupas zostają zaatakowani przez flotę, składającą się z samych pacanów. Za diabły nie mogą dobrze trafić Sokoła Multiwitaminium, ale przez ową batalię, chłopaki prawdopodobnie spóźnią się na święta do domu czupakabrów… czubaków? Tych wielkich stworów wyglądających jak Lessie na dwóch nogach. Gdy po gościach ani widu ani słychu, matula kosmatej rodziny zaczyna wydzwaniać do różnych, znanych z oryginalnego filmu person. Jest tam Skywalker, jego królewska siora, Jeff Vader, Shredder oraz niejaki Popek, kretyn po trepanacji czaszki. W między czasie widzimy psychodelicznych mikro cyrkowców, podziwiamy nic nie znaczące ryki rodziny włochatych kolosów (bardzo długa scena), później orani jesteśmy koszmarnie wyglądającą kreskówką, w którym pierwsze skrzypce gra Bobba Friut i jesteśmy świadkami ataku nazistów na dom Ewooków… to ci wielcy i kosmaci? Nie chce mi się sprawdzać w Google. Film ten jest jedną wielką kpiną. Kpiną z fanów Star Wars, kpiną z sagi (którą widziałem raz, byleby widzieć o co chodzi) i kpiną z polskich drogowców. Wymęczyłem się na tym potwornie, a typek, który zmusił mnie do obejrzenia tego szajsu, już teraz dumnie służy jako flaga na maszcie piratów. Bierzcie z gościa przykład i czujcie się ostrzeżeni. Dla zainteresowanych: Cały film Werdykt:
Po roku ciężkiej pracy w studio, kiedy nie było o nas ani widu ani słychu zakończyliśmy nagrania do naszej EP. Mixy? Już za miesiąc :) w Studio nagrań

Ostatnio wokół Canal+ i nc+ było wiele zawirowań, dlatego warto przypomnieć fakty. W marcu bieżącego roku Canal+ wraz z ITI sprzedali swój większościowy pakiet akcji w Grupie TVN. Canal+ sprzedając swoje udziały w TVN-ie nie pozbył się jednak udziałów w platformie nc+. To oznacza, że Canal+ cały czas jest większościowym udziałowcem platformy satelitarnej, kontrolującym 51% akcji nc+. Scripps/TVN ma 32 proc. udziałów. Szef Canal+ ma ciekawe plany, które będą mogły być zrealizowane dzięki środkom pozyskanym po sprzedaży udziałów w TVN. Szef Grupy Canal+ poinformował, że trwają obecnie prace nad nowym serwisem wideo na życzenie, który będzie niezależny od telewizyjnych pakietów. Będzie więc dla Canal+ tym, czym dla HBO jest uruchomiony niedawno HBO Now. Polska jest dla Canal+ bardzo ważnym rynkiem, znajdującym się na drugim miejscu, tuż po rodzimej Francji, i to właśnie u nas Canal+ ma zamiar razie nie znamy żadnych konkretów, ale wnioskując z wypowiedzi Bertranda Meheuta można odnieść wrażanie, że zupełnie nie rozumie on polskiego rynku internetowych usług VOD. Na pytanie „jak zatrzymać w Polsce piractwo”, Meheut odpowiada, że należy karać piratów i edukować społeczeństwo, że korzystanie z pirackich kopii jest kradzieżą. Z kolei na pytanie, co zrobić z nielegalnym streamingiem, szef Canal+ udziela odpowiedzi, że należy zabronić emitowania reklam na pirackich stronach. To ma je odciąć od źródła finansowania. Z tych odpowiedzi wynika, że szef Canal+ nie do końca poznał polski rynek VOD Problem polega na tym, że karanie „piratów” w naszych warunkach jest… niezgodne z prawem, o ile pirat nie udostępnia nagrań dalej. Najlepiej pokazuje to przykład zamkniętych niedawno serwisów eKino i iiTV. Oglądanie filmów w tego typu serwisach jest zupełnie do źródeł finansowania, obawiam się, że Bertrand Meheut również nie ma racji. Reklamy generują zyski, ale warto zauważyć, że duży udział w przychodach mają sami użytkownicy, którzy wykupują na pirackich stronach dostęp do płatnych pakietów. Według PwC i IAB Polska aż 94 proc. Polaków oglądających wideo w sieci korzysta z nielegalnych źródeł, a aż połowa z nich za to płaci!Warto też prześledzić same zamknięcia serwisów eKino i iiTV, a wcześniej Kinomaniaka. W obu przypadkach założyciele pirackich stron nie wpadli przez to, że udostępniali pliki. Powodem zatrzymania było pranie pieniędzy i wątpliwe inwestycje. Twórcy serwisów dorobili się milionowych fortun, które wędrowały przez dziwne firmy i konta zakładane w „rajach podatkowych”, głównie w Lichtensteinie. Następnie pieniądze były inwestowane na warszawskiej giełdzie. Jarosław K., właściciel eKino i wielu innych podobnych stron, w ostatnich miesiącach zainwestował w ten sposób 8 mln zł na z tego wyciągnąć wniosek, że strony z pirackimi filmami znikają niejako przez przypadek. Powodem zamknięcia nie jest udostępnianie plików, a przekręty finansowe. To z kolei prowadzi do wniosku, że piractwo ma się w Polsce dobrze, a jedyną formą walki z nim jest tania legalna alternatywa. Gdyby widz miał do wyboru płacenie takich samych abonamentów na eKino lub na Netflixie, wybór byłby banalnie prosty. Czy nowy, niezależny Canal+ VOD ma szansę odnaleźć się na takim rynku? Szczerze mówiąc, wątpię. Serwis musiałby mieć naprawdę bogatą ofertę i jednocześnie zapewnić niski abonament. Dotychczasowe oferty VOD od nc+, (w tym obecny Canal+ VOD dla posiadaczy telewizji Canal+) delikatnie mówiąc nie powalały stosunkiem ceny do oferty. Nie chcę być złym prorokiem, ale patrząc na wypowiedzi szef Canal+ mam obawy co do jego nowego projektu. W Polsce do rozruszania rynku jest potrzebne zupełnie nowe rozdanie. Obawiam się, że tylko Netflix może takie zapewnić.

A domu ani widu, ani słychu Farcik właśnie skończył 5 miesięcy. To uroczy chłopak, pełen energii i radości, niezwykle towarzyski. Wszystko go Idiomy przygotowała Katarzyna Goliszek z hide nor hair = No trace or evidence of someone or something = Brak śladów ani dowodów na kogoś lub coś = Nie wiadomo gdzie ktoś / coś jest, nie ma po kimś / czymś śladu; ani widu, ani słychu 1a. I have no idea where Louise went this morning. I've seen neither hide nor hair of her all day. = Nie mam pojęcia, gdzie Louise poszła dziś rano. Cały dzień nie ma o niej ani widu, ani We weren't able to find neither hide nor hair of Ben. We don't really know where he is now. = Nie byliśmy w stanie znaleźć śladu po nim. Naprawdę nie wiemy, gdzie on jest teraz. 1c. A. Has there been anyone here? = Czy ktoś tu był?B. Neither hide nor hair for the last week. = Ani widu, ani słychu przez ostatni We've been calling them all day, but they haven't picked up the phone. Neither hide nor hair of them. = Dzwoniliśmy do nich cały dzień, ale nie odebrali telefonu. Nie wiadomo, gdzie są. . 322 567 734 493 106 633 524 142

ani widu ani słychu cały film