„Jolka wpadła do naszego życia jak huragan, siejąc tylko bałagan i negatywne emocje. Z czasem zauważyłam jednak, że mój mąż przestał się na nią boczyć, a ona zaczęła jawnie drwić z mojej osoby. Wyrzuciłam ją z mieszkania, a ona odgrażała się, że już niedługo będę mogła cieszyć się kochającym mężem”.

Witam, radzę by udała się Pani na rozmowę do specjalisty psychoterapii uzależnień( nie jest wymagane skierowanie) w ramach NFZ bezpłatnie może Pani taką rozmowę odbyć w Poradni Leczenia Uzależnień, lub odpłatnie prywatnie. Specjalista udzieli Pani informacji i wskazówek w tym temacie, jak rozmawiać , jak z nim postępować co ustalić skoro wrócił do domu i na jakich zasadach. Ważne by skorzystała Pani z takiej pomocy, gdyż ten problem nie jest rozwiązany, możemy także polemizować czy miłość leczy z nałogu. W uzależnieniu są także Nawroty choroby, ważne by przy pomocy specjalisty dowiedziała się Pani jak z nim postępować dalej, czego ma Pani prawo wymagać, jaka pomoc uzyska Pani dla siebie w tej sytuacji. Pozdrawiam serdecznie, zachęcając do spotkań z psychoterapeutą.
Marzeniem każdej gospodyni domowej jest 20 lat bez sprzątania, ale dom jest czysty! Tak, ta kobieta jest geniuszem!W grudniu 2016 roku w wieku 101 lat zmarła Frances Gabe, mieszkanka Newburgh w stanie Oregon. Jej sąsiedzi nadal nie wiedzą, kim była Frances – szaleńcem czy geniuszem. Jaki jest powód?Rzecz w tym, że ta kobieta nie sprzątała
Już wielokrotnie zbierałam się do napisania tego wpisu, jednak za każdym razem odrobinę tchórzyłam, gdyż bałam się, że zostanie on potraktowany zero-jedynkowo. Mam jednak nadzieję, że okaże się może pewnego rodzaju inspiracją do niektórych zmian :-) Jako mama wiem jedno – każdego dnia budzę się ze świadomością, że dzisiaj, jak zresztą każdego dnia, znowu będę stała na straży zdrowia moich dzieci. Może to dla niektórych zabrzmieć górnolotnie, jednak ja wiem swoje – kiedy dzieci są zdrowe, to ja mogę góry przenosić! Natomiast kiedy chorują, to mam ochotę się schować i przeczekać najlepiej, aż ten czas minie. 2019 rok był dla nas w sumie łaskawy, gdybym chciała go „zdrowotnie” podsumowywać. Po pierwsze – zapewne dzięki temu, że dzieci są coraz większe i nabywają swoją naturalną odporność, która z roku na rok jest lepsza szczególnie u chłopców. Udało nam się też wielokrotnie zmienić „klimat”, a latem dbałam też o to, aby przy odpowiedniej ochronie przeciwsłonecznej zapewnić ich skórze dostęp do tego, by syntetyzowała się witamina D3! Ten temat jeszcze rozwinę w późniejszej części postu. W temacie nabywania odporności jeszcze wszystko przed moją Gaią, która od września ma iść do przedszkola – już drżę na samą myśl ;-) Ale do rzeczy. Dzisiaj przychodzę do Was z listą rzeczy, które wyrzuciłam z mojego domu dla zdrowia moich dzieci. Zapewne wiele z tych punktów może się okazać spójnych z Waszymi wyborami. Możliwe, że niektóre są dla Was zbyt dalekimi posunięciami – spokojnie, ja też kiedyś tak myślałam i zarzekałam się, że ja wiem swoje ;-) Jedno jest pewne – jako rodzice wiemy najlepiej, co jest dobre dla NASZYCH dzieci. I tego się trzymajmy! :-) 1. Wyrzuciłam z domu cukier trzcinowy! Uważam, że to był jeden z lepszych kroków, jaki mogłam zrobić dla naszego zdrowia. Nie tylko dlatego, że jest już udowodnione, że cukier osłabia „siły obronne” limfocytów – białych krwinek odpowiedzialnych za to, że rozprawiają się z patogenami. Również dlatego, że są to puste kalorie, które totalnie nic nie wnoszą do diety i funkcjonowania naszego organizmu. Kilka dni temu, siedząc w pewnym miejscu i zamawiając gorącą herbatę, nie mogłam wyjść z „podziwu”, jak pewna osoba (słusznych rozmiarów – myślę, że równie słusznych jak moje, gdy ważyłam prawie 30 kilo więcej niż teraz), prosiła Pana kelnera o „dodatkowe 6 cukrów” do swojej herbaty. Kubeczek nie miał więcej jak 250-300 ml, a owa osoba postanowiła posłodzić herbatę 4 łyżeczkami cukru co najmniej. To dało mi do myślenia, że cukier jest głęboko zakorzeniony chociażby w naszej kulinarnej tradycji i bardzo ciężko go wyplenić ;-) Ostatnio zastępuję go erytrytolem w wypiekach i idzie mi nienajgorzej ;-) 2. Wyrzuciłam z domu miody sztuczne, z mieszanek miodów z Chin, o czym producenci ukrywają informację. Teraz kupuję miód tylko od sprawdzonego pszczelarza, a ten sklepowy, z informacją, że „zawiera mieszankę miodów z krajów UE i spoza UE” omijam szerokim łukiem! Bo jeśli jest napisane, że zawiera mieszankę miodów spoza UE to możemy mieć 99% pewność, że jest to miód z Chin, który nic nie ma wspólnego z prawdziwym miodem, bo jego produkcja nie jest regulowana tak ściśle jak w Europie i mogą właściwie tam dodać do niego wszystko. Szczególnie, gdy mamy ogromną potrzebę posłodzenia herbaty, to słodzimy ją właśnie miodem pamiętając przy tym, aby temperatura płynu nie była większa niż 50-60 stopni Celsjusza. Jest udowodnione, że przy wyższych temperaturach tracimy bardzo wiele cennych właściwości miodu. Jestem wielką wielbicielką miodów i w domu mam np. cząbrowy, szałwiowy, faceliowy, chabrowy. Są pyszne i każdy ma inny smak i właściwości :-) Ten na zdjęciu to szałwiowy – jaki on ma smak, a jaki aromat! 3. Wyrzuciłam z domu niektóre ryby! Właściwie to przestałam je zwyczajnie kupować po tym, gdy dowiedziałam się, z jakich hodowli pochodzą i w jaki sposób są karmione. Nie kupuję na przykład tilapii przez wzgląd na to, że ta pochodząca z chińskich hodowli jest karmiona niewyobrażalną ilością antybiotyków i karmiona bardzo niskiej jakości paszami. Kolejną rybą jest panga, najczęściej pochodząca z hodowli wietnamskich, gdzie karmiona fatalnymi paszami pod względem ich składu i antybiotykami, staje się produktem, który nie powinien być obecny w diecie nie tylko dzieci, ale dorosłych również. O rybie maślanej chyba nie muszę wspominać – jej mięso zawiera woski, które nie są trawione przez układ pokarmowy człowieka i jej spożycie może grozić zatruciem. Za czasów mojego dzieciństwa mówiło się: – Dziecko, jedz ryby, bo zawierają dużo witaminy D! Tak, mięso ryby zawiera witaminę D, kwasy omega i inne cenne substancje, jednak z uwagi na to, że może zawierać również metale ciężkie, warto dokładnie przyjrzeć się, skąd pochodzi ryba, którą kupujemy. Ja osobiście staram się kupować ryby lokalne, z certyfikowanych hodowli, i np. dzikiego łososia, i unikam tych hodowanych w wodach norweskich i w Bałtyku. Poza tym – jest niezwykle trudne, by samą dietą uzupełnić np. poziom witaminy D w naszym organizmie. Dla przykładu – ja jestem smakoszem ryb, szczególnie oceanicznych i owoców morza. Można by przypuszczać, że poziom witaminy D, odpowiedzialnej również za odporność naszego organizmu (!), w moim organizmie jest wysoki. Kiedy podchodziłam do diety rok temu i moja pani dietetyk zleciła mi zrobienie badań, na poziom witaminy D, to okazało się, że jej poziom w moim organizmie jest wybitnie niski! Bez suplementacji nie dałabym rady. Po trzech miesiącach od jej suplementowania jej poziom znacznie się poprawił, a i dobre samopoczucie wzrosło! Do tej pory codziennie przyjmuję witaminę D. Uważam to za jeden z sukcesów, że trafiłam na osobę, która zwróciła uwagę na poziom witaminy D. Ba! Wiecie, że Światowa Organizacja Zdrowia zaleca przyjmowanie witaminy D dzieciom aż do 18 roku życia z sugestią, aby jej przyjmowanie kontynuować w życiu dorosłym? W naszej szerokości geograficznej to konieczność. Polecam Wam sprawdzenie poziomu witaminy D i konieczne sprawdzenie jej również u Waszych dzieci, dlatego warto poprosić o skierowanie na nie Waszego pediatrę. Szczególnie w sezonie zimowym, w którym narażone są na infekcje. Zakłada się, że każdy Polak mieszkający w Polsce nie suplementujący jej ma jej niedobory :( Moim dzieciom również wyszły niedobory, ale ratujemy się. Godnym zaufania suplementem diety, który mogę Wam polecić, jest Vibovit Immuno, aby uzupełnić niedobory witaminy D w diecie. Nie tylko jest preparatem multiwitaminowym, ale co dla mnie tutaj mega ważne, to zawiera maksymalną dla dzieci zawartość witaminy D3 i inne składniki wpływające korzystnie na prawidłowe funkcjonowanie układu immunologicznego (witaminę C, B6 i B12, i witaminę A). Swoją drogą! Czy Wy też jako dzieci wyjadaliście Vibovit z saszetek językiem albo palcami? ;-) Co to były za czasy! :D Vibovit Immuno jest polecany od 4. roku życia i jest w formie saszetek, które rozpuszcza się w 1/4 szklanki wody. U nas to jest moja karta przetargowa, aby zachęcić chłopców do picia większej ilości wody, bo ostatnio krucho u nich z płynami i każdego dnia jest to nieustanna walka o każdy łyk… Podtykam im szklanki z wodą już wszędzie, ale za nic w świecie nie udaje mi się dobić u nich do 2 czy 2,5 litra płynów na dzień. A to jest moja misja! ;-) 4. Wyrzuciłam z domu gumy do żucia! Tym razem wyrzuciłam je nie ze względu na to, że niektóre zawierają np. cukier, ale przede wszystkim na ryzyko zadławienia! Mieliśmy kilka tygodni temu „akcję” z Teośkiem, któremu wydzieliłam pod moją kontrolą połowę małej gumy do żucia i chłopczyk tak ją jakoś trzymał w buzi, że w pewnym momencie zaczął się nią dławić! Powiedziałam: KONIEC! To nie na moje nerwy. Jak będą więksi, mniej się będą rozpraszać i będą kontrolować to, jak coś trzymają w buzi, to pogadamy i możemy wtedy negocjować ;-) Zbiegła się ta sytuacja z grafiką, która mignęła mi na Facebooku dot. zadławień u dzieci i tego, jak należy niektóre np. owoce kroić, by nie były zagrożeniem dla małych dzieci. Np. winogrona warto kroić wzdłuż a nie wszerz. Warto zrezygnować z podawania popcornu czy orzeszków ziemnych małym dzieciom do lat 4, z uwagi na duże ryzyko zakleszczenia przedmiotu w drogach oddechowych. Wiecie, jak zaspokajam ich potrzebę żucia? Teośka żucie gumy trochę jakby go uspokajało, bo chłopczyk jest porywczy i potrzebuje dodatkowych bodźców. Teraz daję mu do żucia odsklepiny, które kupiłam od pszczelarza. Odsklepiny są zbudowane z wosku pszczelego i zawierają resztki nieodwirowanego miodu. Są nie tylko smaczne, ale również zdrowe. Poleca się ich żucie podczas przeziębień i np. problemów z zatokami. 5. Wyrzuciłam gąbki do kąpieli! Te które widzicie na poniższym zdjęciu, nigdy nie były przeze mnie używane i pełniły do tej pory dekoracyjną rolę w naszej łazience, a innymi słowami to ujmując – po prostu łapały niepotrzebnie dodatkowy kurz :D Gąbki do kąpieli i inne gadżety tego rodzaju to przedmioty, w których gromadzą się ogromne ilości bakterii nie tylko ze względu na to, że trudno je dosuszyć, ale zatrzymuje się na nich martwy naskórek, który jest pożywką dla bakterii właśnie. Tak jesteśmy skonstruowani przez naturę, że nasze dłonie są giętkie i spokojnie są w stanie asystować nam w myciu całego naszego ciała. Niepotrzebna nam żadna gąbka, serio :-) Ani to higieniczne ani niezbędne. 6. Wyrzuciłam zabawki kąpielowe, które są trudne do czyszczenia. Idąc za ciosem, kiedy wyrzucałam kiedyś gąbki, to w koszu wylądowały również wszystkie kaczuszki, smoki, żółwie i inne zabawki, których nie dało się wymyć w środku. Wystarczył mi jeden raz, kiedy pokusiłam się o rozcięcie kaczuszki kąpielowej, o czym zresztą kilka lat temu pisałam na blogu. Jej zawartość była dramatyczna :D 7. Słodycze! Moje dzieci mogą jeść słodycze tylko w soboty! O niedobra ja! ;-) Pewnie już nie raz przeczytaliście o tym u mnie, że moje dzieci mają Słodkie Soboty i tylko wtedy (i podczas większych okazji) mogą jeść słodycze. Na codzień ich nie jedzą, bo nie mają na to przyzwolenia. Czy przez to są nieszczęśliwi? Nie :-) Przyzwyczaili się, że słodycze są tylko w soboty i nawet nie próbują tego negocjować. Co ciekawe – kiedy ktoś przychodzi z jakimś słodkim prezentem komentują to często słowami: – A wiesz, że ja słodycze jem tylko w Słodką Sobotę? :D U nas dni tygodnia wyglądają następująco, co zauważyłam podczas teośkowego dialogu sprzed kilku tygodni: poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, słodka sobota i gorzka niedziela :D Słodycze na co dzień zastępują nam suszone owoce. Próbowaliście może suszonego ananasa, czereśni czy bananów? Toż to jest majstersztyk! Warto sprawdzić, aby owoce były suszone bez siarki, którą producent ma obowiązek wypisać na opakowaniu, jeśli używał jej do konserwacji. 8. Na ile to możliwe, staram się kupować owoce polskich odmian, które nie są pokryte warstwą trudnozmywalnych albo prawie niezmywalnych (!) wosków. Wyrzucam te, które się okazały „pędzone” na samej chemii. Odkąd mam urządzenie, które sprawdza właściwości zdrowotne surowych, nieprzetworzonych warzyw, owoców, ryb i mięsa, odtąd otworzyłam oczy i wiem nareszcie, co jem. Do dzisiaj nie zapomnę, jak daleko poza skalę wyjechał mój miernik, kiedy zbadałam jeden z pomidorów i jabłko kupione w jednym z marketów. To dało mi do myślenia, jak bardzo wszystko, co jemy, musi być nawożone czy opryskiwane, by jak najdłużej zachować świeżość i jak najlepiej smakowało czy wyglądało. Latem miałam przyjemność jeść jabłka starych polskich odmian, jak np. Antonówka Zwykła, Kosztela i Szara Reneta. One miały smak! I każda z nich smakowała inaczej, a obecne jabłka z marketów smakują niestety podobnie albo … jak papier :( 9. Wyrzuciłam z domu gotowe mieszanki przypraw z niepotrzebnymi dodatkami, a postawiłam na własne mieszanki! Mam własną „jarzynkę”, na przykład. Własnej roboty mieszankę na kanapki i do sałatek :-) Ponadto ostatnio moim odkryciem jest imbir i kurkuma, którymi rozgrzewamy się na zimę. Nie sądziłam, że ich dodatek do herbat czy dań, tak wpłynie na odczuwanie ciepła! Ja jestem dopiero przed dużymi zmianami i wczytuję się właśnie w trzy książki traktujące o diecie rozgrzewającej, ale już czuję, że to wiele zmieni w moim samopoczuciu :-) Jasne, nadal zdarza mi się od czasu do czasu posłużyć gotowcami i nie traktuję tego w kategoriach zbrodni, ale dbam o to, aby jak najmniej przetworzonych produktów było w naszej diecie :-) Ciekawa jestem, jakich Wy zmian dokonaliście w ostatnich latach dla zdrowia waszych dzieci i co wyrzuciliście z Waszych domów i kuchni :-) Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie go też udostępnić, jeśli utożsamiacie się z moimi wyborami :-) Dziękuję! Partnerem mojego postu oraz naturalnego wspierania odporności jest Teva.
W wolnych chwilach oglądam Neflixa i podglądam życie rodziny królewskiej, szczególnie tej brytyjskiej. Jestem fanką stylu i muzyki lat 80., która nie wychodzi z domu bez tuszu do rzęs i czerwonej szminki. Z Jastrząb Post związana prawie od początku. Kasia Nosowska u Kuby Wojewódzkiego opowiedziała, że jej syn Mikołaj wyprowadził

Urszula bardzo przeżyła śmierć pierwszego męża i pogrążyła się w żałobie. Gwiazda znalazła ukojenie w ramionach drugiego męża. Nie było łatwo. Zdecydowała się nawet wyrzucić go z domu. Urszula, to wokalistka, która karierę rozpoczynała w latach 80. Od samego początku nie mogła narzekać na brak fanów. Wylansowała między innymi takie hity jak: Dmuchawce, latawce, wiatr, czy Malinowy król. Na jej przebojach wychowują się kolejne pokolenia Polaków i młodych słuchaczy. Mimo że jej grafik do dnia dzisiejszego pęka w szwach, udało jej się założyć rodzinę i ułożyć życie wyszła za gitarzystę Budki Suflera, Stanisława Zdybowskiego. Był on kompozytorem wielu jej piosenek. Para wspólnie doczekała się syna — Piotra. Niestety ich miłość przerwała choroba nowotworowa i śmierć mężczyzny. Zmarł w 2001 półtora roku po tych wydarzeniach artystka ogłosiła, że jest w drugiej ciąży. Za kilka miesięcy na świecie pojawił się jej drugi syn, Szymon. Jego ojcem jest Tomasz Kujawski, czyli drugi mąż artystki i jednocześnie jej menadżer. Ich miłość wiele wyrzuciła męża z domu. Co się stało?Urszula zrobiła oszałamiającą karierę, ale też sporo w życiu przeszła. Wszystko postanowiła opisać w biografii. W maju ukazała się książka zatytułowana po prostu Urszula, która jest wywiadem rzeką, jaki przeprowadziła z artystką dziennikarka — Ewa Baryłkiewicz. Gdy rozmowy schodziły na tematy osobiste, nie były one łatwe. W książce opowiedziała o trudnym momencie małżeństwa z młodszym o 20 lat walczył z wiatrakami. Rozpaczliwie próbował udowodnić, że jest tym właściwym mężczyzną, bo mnie kocha. Próbował te stresy uśpić alkoholem, a że miał kaskę, to i innymi używkami: koksem, trawką, czy co tam było mężczyzny doprowadziły do tego, że gwiazda podjęła bardzo drastyczne środki i wyrzuciła go z domu, grożąc rozwodem. Przez długi czas była jednak usiłowałam się go wytłumaczyć. Słowem, byłam współuzależniona. W końcu odbił się od ściany. Wiedzieliśmy, że dalej tak być nie może, że musi nam ktoś pomóc, bo sami z tego nie wyjdziemy. Nie spodziewał się jednak, że każę mu się wyprowadzić, że zagrożę rozstaniem. Po kilku latach Tomek mi za to podziękował, bo dzięki temu, że wyrzuciłam go wtedy z domu, musiał się zmierzyć z rzeczywistością. Znalazł ośrodek odwykowy w Charcicach koło Poznania i z własnej woli zgłosił się do niego na trudny moment okazał się lekarstwem na ich problemy. Tomasz pożegnał się z uzależnieniami i do dzisiaj stanowią oni bardzo zgrane i szczęśliwe z Tomaszem Kujawskim i synem Urszula i Tomasz Kujawski Urszula i Tomasz Kujawski - Pytanie na śniadanieKrystyna MiśkiewiczZ wykształcenia dziennikarka. Z zamiłowania ogrodnik, który każdą wolną chwilę poświęca swoim roślinom. Wielka miłośniczka przyrody, właścicielka kilku psów. Wegetarianka z wyboru.

Trudno było mi pogodzić się z utratą wnuka, którego miałam koło siebie każdego dnia. Ale wiedziałam, że miejsce dziecka jest przy mamie. – Karol zostanie z wami, bo Patryk nie lubi dzieci. Zresztą ma tutaj przecież swój pokój, blisko przedszkole. Będę go codziennie odbierać i przyprowadzać do domu, słowo.
Po latach względnego spokoju do debaty publicznej powrócił jak bumerang temat LGBT. Prawa mniejszości stały się osią kampanii wyborczej i są bezwzględnie wykorzystywane przez polityków. Efekty nagonki widoczne są gołym okiem, bo niemal każdy kolejny marsz równości wywołuje agresję przeciwników. Wciąż mówi się o rzekomej „ideologii”, zapominając że geje, lesbijki, biseksualiści czy osoby transseksualne to po prostu ludzie. Zobacz również: EXCLUSIVE: Spowiedź geja żyjącego z kobietą Niestety, homofobia wciąż trafia na podatny grunt, o czym najlepiej świadczy list opublikowany na łamach serwisu To emocjonalna wiadomość ojca do dorosłej córki, która odrzuciła własnego syna. Tylko dlatego, że jest gejem. Autor stanął w obronie wnuka i w kilku zdaniach wytłumaczył kobiecie, że to ona zachowuje się wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi. Miejmy nadzieję, że zrozumiała swój błąd. I żaden inny rodzic nie będzie próbował wyprzeć się własnego dziecka z takiego powodu. Droga Christine, jestem zawiedziony tobą jako córką. Masz rację, że ktoś przyniósł wstyd naszej rodzinie. Ale mylisz się wskazując winnego. Wyrzucając syna z domu tylko dlatego, że przyznał się do bycia gejem, to jedyna „obrzydliwość” jaką widzę w tej sytuacji. Jeśli ktoś zachował się wbrew naturze, to raczej ty. Jedyna mądra rzecz, jaką usłyszałem od ciebie na ten temat, to zdanie: „nie wychowałam syna na geja”. Oczywiście, ze nie. On się taki urodził i sobie tego nie wybrał. Tak samo jak leworęczności. Ty za to podjęłaś decyzję - postanowiłaś być nieczuła, kierować się wąskimi horyzontami i skrzywdzić swoje dziecko - czytamy w emocjonalnym liście dziadka chłopaka. Zobacz również: Czy homoseksualizm jest wypisany na twarzy? Tak wygląda statystyczny gej i lesbijka... A skoro już mówimy o rozczarowaniu własnym dzieckiem - to chyba najlepszy moment, żeby się z tobą pożegnać. Mam wspaniałego wnuka, którym powinienem się zająć. I szkoda mi czasu na tak bezduszne osoby jak ty. Kiedy wreszcie odnajdziesz swoje serce, proszę cię o telefon. Tata - kończy swoją wiadomość. Chociaż mężczyzna nie przebiera w słowach i postawił wszystko na jedną kartę - pozostaje mieć nadzieję, że nie musiał zrywać kontaktu z córką, a jego słowa przemówiły jej do rozsądku. Zobacz również: „Zdradzę wam, dlaczego byłem homofobem. Lepiej przyjrzyj się swojemu chłopakowi”
Nie popatrzyłam na syna. Nie mogłam. Wyrwałam ramię z jego uścisku. – W domu. Porozmawiamy w domu. Ale nie wróciłam prosto do domu. Nie mogłam. Byłam zbyt wzburzona. Skręciłam zatem do parku. Usiadłam na ławeczce i patrząc na staw z kaczkami, próbowałam się uspokoić. No, prawie mnie szlag trafił, że mój syn tak mnie
Ojciec zostawił mamę dla kochanki, kiedy miałam 13 lat. Nie tylko zostawił, ale jeszcze wyrzucił z domu. No i, oczywiście, mnie też. Jego kochanka stanowczo sprzeciwiała się temu, żebym mieszkała z nimi. Moja mama nie pracowała, ale miała dwupokojowe mieszkanie, które postanowiła wynajmować i z tego żyć. Tak więc przeprowadziłyśmy się z mamą na wieś, do babci – musiałam zmienić szkołę, zapomnieć o moich kolegach. Mamie bardzo trudno było pogodzić się ze zdradą i zaczęła pić. Najpierw to było trochę wina wieczorami, a potem porcje alkoholu były coraz większe. Babcia starała się jakoś jej pomóc, ale wszystkie jej próby spełzły na niczym. Zwłaszcza, że ​​mama była na babcię obrażona za to, że jej syn jest zdrajcą. Dobrze, że babcia stanęła po naszej stronie w całym tym konflikcie – miała na pieńku z moim ojcem, bo uważała go za nieodpowiedzialnego, samolubnego i bezczelnego. Pięć lat później, kiedy już byłam na studiach, alkoholizm mojej mamy doprowadził do strasznej tragedii – w domu wybuchł pożar, a mama i babcia zginęły na miejscu. Byłam wtedy w mieście. Zostałam zupełnie sama. Jedyne, co miałam, to mieszkanie, w którym postanowiłam zamieszkać. Kiedy o tragedii dowiedział się ojciec, postanowił przyjść do mnie i porozmawiać. Myślałam, że chce odbudować naszą relację, ale nie – zaproponował, żebym sprzedała mieszkanie i podzieliła się z nim pieniędzmi. Myślał, że ma prawo do tego mieszkania, ale nie – po rozwodzie należało tylko do mamy. Nie ma więc o co tutaj zabiegać. Kiedy mu to powiedziałam, nie był po prostu zły – zaczął krzyczeć, a nawet połamał krzesło i rzucił je na ziemię. Wyrzuciłam go za drzwi. Po kilku latach udało mi się otworzyć własny biznes – sklep z damską odzieżą. Sprzedałam mieszkanie i kupiłam dom – miałam trochę oszczędności i wzięłam niewielki kredyt. Dom był pod miastem – duży, przestronny, nowoczesny, z pięknym podwórkiem. Wtedy ojciec zjawił się ponownie. Uznał, że powinnam mu płacić alimenty – stracił pracę ze względu na zły stan zdrowia i miał bardzo niską rentę. Jego żona poradziła mu, żeby poprosił mnie o pomoc – jestem zobowiązana do tego, żeby pomóc ojcu. I tym razem odparłam jego roszczenia – po rozwodzie z mamą nie płacił na mnie alimentów i odmówił pomocy, więc – nic mu nie jestem winna i bardzo łatwo udowodnię to w sądzie. I znowu, zanim sobie poszedł, wylał na mnie całą falę krytyki, krzyków i przekleństw. Poważnie? Czy ja mu jestem coś winna? . 123 454 51 119 499 36 236 746

wyrzuciłam syna z domu